Hi.
Od początku października jestem studentką Filologii Angielskiej Stopnia I w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Koninie.
Na razie zajęcia i wykłady są przyjemne chociaż mamy full nauki i kserówek.
Minusem takiego studiowania dla mnie jest to, że muszę być skupiona na zajęciach przez 90 minut w 100% gdyż są prowadzone w języku angielskim.
Szkolę swój język jak tylko mogę, dużo czytam, oglądam seriale po angielsku, zmieniłam język w telefonie, itd. Dużo czasu i sił poświęcam nauce.
Pierwszy tydzień to była porażka. Wracałam do domu zmęczona, zasypiałam na kanapie lub w pokoju przy książkach, na nic nie miałam sił. Mimo wstawania codziennie godzinę przed wyjazdem na uniwersytet to nie wyrabiałam się. Nie jadałam śniadań, piłam samą kawę, i cały dzień głodowałam lub zajadałam się fast foodami.
Po pierwszym tygodniu na szczęście mój organizm przystosował się do pracy na uczelni więc mam już czas na poranną toaletę i na śniadanie także. Zawsze staram się być przygotowana, najlepiej jak potrafię.
Dostałam już nawet jako pierwsza na zajęciach plusa ze speaking'u. Dużo rozmawiałam z panią magister, odpowiadałam na jej pytania w języku angielskim, ogólnie rzecz biorąc byłam aktywna. Staram się jak mogę, mam nadzieję że mi się to opłaci w przyszłości.
Czasami po zajęciach byłam zmęczona, ale zawsze próbuję znaleźć w sobie siłę do nauki i czas dla Dawida. Dzięki temu że spotykamy się nie tylko w weekendy, ale także w tygodniu mam większą motywację i radość ze studiowania. On mi daje taką rodość. Im więcej z nim przebywam tym więcej mój mózg wytwarza endorfin.
Jutro przede mną tylko jeden wykład oraz dwa zajęcia. Między jednymi a drugimi zajęciami mam dwie godziny przerwy. Wtedy najczęściej idę coś zjeść lub uczę się.
Dzięki temu że studiuję to co lubię czyli język angielski mam wielką motywację do nauki i chęci do chodzenia na zajęcia. Staram się być pilna, dokładna, systematyczna. Czyli dokładnie taka jaka nigdy nie byłam w szkole gimnazjalnej ani w szkole średniej. Nie poznaję sama siebie.
Moje motto na studia: POLISH YOUR ENGLISH.
poniedziałek, 20 października 2014
wtorek, 16 września 2014
Matura- czas przeszły
Nie wiem czy wiecie, że nie zdałam Matury z Matematyki w tym roku. Nie ma się czym chwalić, cała ta sytuacja zdołowała mnie na tyle, że prawie nie podeszłam do poprawki. Dopiero tata i Dawid uświadomili mi że muszę ją zdać i tak właśnie postąpiłam, ale od początku...
Matematyka od zawsze była dla mnie piętą achillesową. Zdobywałam średnie oceny, przechodziłam z klasy do klasy cudem. Może już wtedy powinnam była zacząć bać się matury, ale ja olałam całą sprawę, bo jako że dwie próbne matury zdałam na ponad 30% uważałam że i Majową zdam na tyle samo. Nie jest to wielki wyczyn, ale dla mnie wtedy było wystarczające.
Kiedy okazało się, że jednak nie zdałam. Miałam dokładnie 28%, więc zabrakło mi dosłownie parę punktów załamałam się. Płakałam jak głupia i stwierdziłam, że nigdy nie poprawię tego bo nienawidzę matmy.
Odwoływałam się nawet do OKE Poznań. Byłam sprawdzić tam swoją pracę, nie widziałam tam nic za co można było by przyznać mi punkt, ale i tak odwołałam się. Dostałam w odpowiedzi bardzo oficjalny, ale dosadny list w którym Komisja tłumaczyła mi dlaczegóż to nie zdałam i dlaczegóż to moje odpowiedzi i odwołania są bezzasadne. I znowu straciłam nadzieję. Nie chciało mi się uczyć, nie chciałam iść dalej na studia, czułam, że wszystko mi się zawaliło. Poddałam się jednym słowem.
Wtedy tata załatwił mi korepetycje z matematyki. Do pani jeździłam dwa raz w tygodniu na pełne dwie godziny nauki. Robiłam wcześniejsze matury, aż do skutku.
Poprawiłam maturę z 28% na 52%. !!!!
Jesteście ze mnie dumni??
Matematyka od zawsze była dla mnie piętą achillesową. Zdobywałam średnie oceny, przechodziłam z klasy do klasy cudem. Może już wtedy powinnam była zacząć bać się matury, ale ja olałam całą sprawę, bo jako że dwie próbne matury zdałam na ponad 30% uważałam że i Majową zdam na tyle samo. Nie jest to wielki wyczyn, ale dla mnie wtedy było wystarczające.
Kiedy okazało się, że jednak nie zdałam. Miałam dokładnie 28%, więc zabrakło mi dosłownie parę punktów załamałam się. Płakałam jak głupia i stwierdziłam, że nigdy nie poprawię tego bo nienawidzę matmy.
Odwoływałam się nawet do OKE Poznań. Byłam sprawdzić tam swoją pracę, nie widziałam tam nic za co można było by przyznać mi punkt, ale i tak odwołałam się. Dostałam w odpowiedzi bardzo oficjalny, ale dosadny list w którym Komisja tłumaczyła mi dlaczegóż to nie zdałam i dlaczegóż to moje odpowiedzi i odwołania są bezzasadne. I znowu straciłam nadzieję. Nie chciało mi się uczyć, nie chciałam iść dalej na studia, czułam, że wszystko mi się zawaliło. Poddałam się jednym słowem.
Wtedy tata załatwił mi korepetycje z matematyki. Do pani jeździłam dwa raz w tygodniu na pełne dwie godziny nauki. Robiłam wcześniejsze matury, aż do skutku.
Poprawiłam maturę z 28% na 52%. !!!!
Jesteście ze mnie dumni??
środa, 23 lipca 2014
Każdy czasem łapie doła....
Właśnie czytałam twojego bloga. Brak słów.
Zachowujesz sie jak byś miała 10 lat. Nie chodzi mi o pisanie bloga
( bo to jest fajne) lecz to co w nim piszesz.
Dorośnij i przestań użalać się nad sobą.
A czytałam twojego bloga po to aby przekonać się czemu jesteś taka głupia i naiwna . :D
Zachowujesz sie jak byś miała 10 lat. Nie chodzi mi o pisanie bloga
( bo to jest fajne) lecz to co w nim piszesz.
Dorośnij i przestań użalać się nad sobą.
A czytałam twojego bloga po to aby przekonać się czemu jesteś taka głupia i naiwna . :D
Czasami każdy z nas łapie doła. Wtedy czuje że musi komuś
o tym powiedzieć, wyżalić się właśnie. I ja to robie na moim blogu,
a ludzie którzy to czytają regularnie rozumieją moje problemy,
niektórzy się z nimi utożsamiają.
o tym powiedzieć, wyżalić się właśnie. I ja to robie na moim blogu,
a ludzie którzy to czytają regularnie rozumieją moje problemy,
niektórzy się z nimi utożsamiają.
Oto pytanie na moim asku. Rozumiem, że łatwo jest pisać tam, jako anonimy, ale czasami stajecie się bezlitośni i krytykujecie wszystkich i wszystko dookoła.
Nie zabolało mnie to tak, jak mogłoby się wydawać. Każdy ma prawo do własnego zdania,
i może ten KTOŚ miał raję? Może za dużo się nad sobą użalam, ale nie wierzę,
że wy nigdy nie mieliście załamania w swoim życiu.
i może ten KTOŚ miał raję? Może za dużo się nad sobą użalam, ale nie wierzę,
że wy nigdy nie mieliście załamania w swoim życiu.
Mówi się że nieszczęścia chodzą parami. I tak u mnie jest. I takie rzeczy nas dobijają.
Robi nam się smutno, ciężko i mimo iż nasi przyjaciele chcą nam pomóc
często humor się nam nie poprawia.
Robi nam się smutno, ciężko i mimo iż nasi przyjaciele chcą nam pomóc
często humor się nam nie poprawia.
Ludzie, apeluję do was, żebyście uważali czasami na to co piszecie.
ja może i jestem osobą, która ma dystans do własnej osoby,
ale inni którzy także mają Aski nie mają go i szyderstwami możecie ich ostro zranić.
ja może i jestem osobą, która ma dystans do własnej osoby,
ale inni którzy także mają Aski nie mają go i szyderstwami możecie ich ostro zranić.
Patrzcie na niektóre żałosne i smutne wpisy na moim asku
Taka mała a taka wredna ;) Wiesz co?
Byś się nie łaszczyła ludzi o ten 1% podatku jak ubierasz się
w hm nosisz vansy channel itp . Zasłaniasz się tylko chorobą i myślisz że świdrujesz ?
Wykorzystujesz tylko ludzi a są jak widać
bardziej potrzebujący i chorzy niż TY pozdrawiam
Byś się nie łaszczyła ludzi o ten 1% podatku jak ubierasz się
w hm nosisz vansy channel itp . Zasłaniasz się tylko chorobą i myślisz że świdrujesz ?
Wykorzystujesz tylko ludzi a są jak widać
bardziej potrzebujący i chorzy niż TY pozdrawiam
Taka jest twoja opinia. Za ubrania płacę z kieszonkowego, a niestety 1% jest mi
potrzebny na leczenie wyobraź sobie. Zażywam każdego dnia około 10 tabletek, do tego biorę specjalne białko w proszku. Koszt całego leczenia miesięcznie osiąga ponad 2tys złotych. Do tego jestem często hospitalizowana (nie wiem czy znasz to słowo, to oznacza że często jestem w szpitalu) i miałam już 3 poważne operacje oraz kilkanaście mniejszych zabiegów. To kosztuje.
Twoi rodzice na pewno na twoje utrzymanie wydali dwa razy mniej niż
moi żeby utrzymać mnie przy życiu więc nie pieprz, że ubieram się w sieciówkach,
bo jakaś radość w życiu każdemu się należy.
Ani jeden grosz z fundacji nie idzie na moje przyjemności
ponieważ fundacja wypłaca nam pieniądze po przesłaniu
rachunków z dokładnym zapisem co kupiłam, gdzie i za ile. Czyli chodzi o same kurde leki.
Pozdrawiam również i gratuluję ci że jesteś zdrowym
człowiekiem fizycznie. Może z psychiką jest coś nie tak, ale to już nie mnie osądzać.
potrzebny na leczenie wyobraź sobie. Zażywam każdego dnia około 10 tabletek, do tego biorę specjalne białko w proszku. Koszt całego leczenia miesięcznie osiąga ponad 2tys złotych. Do tego jestem często hospitalizowana (nie wiem czy znasz to słowo, to oznacza że często jestem w szpitalu) i miałam już 3 poważne operacje oraz kilkanaście mniejszych zabiegów. To kosztuje.
Twoi rodzice na pewno na twoje utrzymanie wydali dwa razy mniej niż
moi żeby utrzymać mnie przy życiu więc nie pieprz, że ubieram się w sieciówkach,
bo jakaś radość w życiu każdemu się należy.
Ani jeden grosz z fundacji nie idzie na moje przyjemności
ponieważ fundacja wypłaca nam pieniądze po przesłaniu
rachunków z dokładnym zapisem co kupiłam, gdzie i za ile. Czyli chodzi o same kurde leki.
Pozdrawiam również i gratuluję ci że jesteś zdrowym
człowiekiem fizycznie. Może z psychiką jest coś nie tak, ale to już nie mnie osądzać.
Oj przeskromna Mariczka dobre dobre
Wole Marika. Tak się proszę do mnie zwracać. Nigdy nie byłam skromna.
Czasem brakuje mi może pokory, ale nie mam czasami siły na niektórych
ludzi którzy gadają głupoty na których się nie znają
Czasem brakuje mi może pokory, ale nie mam czasami siły na niektórych
ludzi którzy gadają głupoty na których się nie znają
Czemu jesteś tak zjebana?
Bo najwyraźniej ci w czymś przeszkadzam.
Nie lubisz mnie z pewnego nieznanego mi powodu.
Co tak ci dupę ściska? Łatwo być anonimem nieee?
Nie lubisz mnie z pewnego nieznanego mi powodu.
Co tak ci dupę ściska? Łatwo być anonimem nieee?
Wybierasz się na dziennikarstwo? Czyli jednak
siano na studia masz a na leczenie to już nie Taka Sytuacja !
siano na studia masz a na leczenie to już nie Taka Sytuacja !
idę na studia żeby mieć jakieś wykształcenie. żeby w
przyszłości móc się samemu utrzymywać. żeby potem umieć
poprawną polszczyzną odpowiadać takim hejterom którzy nie potrafią pisać.
nie porażasz inteligencja. :* muaah <3
przyszłości móc się samemu utrzymywać. żeby potem umieć
poprawną polszczyzną odpowiadać takim hejterom którzy nie potrafią pisać.
nie porażasz inteligencja. :* muaah <3
poniedziałek, 14 lipca 2014
A dni mijają....
Witajcie.
Letnie słoneczne i gorące dni nadeszły, a ja żyję z dnia na dzień, zamiast planować dni jak przystało na maturzystkę która oblała maturę. No, tak, niestety. Zawaliłam sprawę, wstyd się przyznać. Oblałam matematykę. Byłam już w Poznaniu po wgląd do pracy, bo zabrakło mi 2 punktów. Niewiele znalazłam. Odwołałam się i poprosiłam o ponowne sprawdzenie mojej pracy, ale słabo to widzę.
Wszystko przez tą matematykę mi się posypało. Nie wiem czy zdążę jeszcze złożyć papiery na studia.
Znajomi po kolei dostają się na wymarzone studia, a ja stoję w miejscu. Tak jakbym już nie miała niczego osiągnąć. Każda wzmianka o studiach przyprawia mnie o ból głowy, serca, brzucha... całego ciała. Nie chcę słuchać czy komuś się udało, czy wynajmuje mieszkanie, czy akademik czy będzie mieszkał nadal z rodzicami i tylko dojeżdżał.
Stwierdziłam jednak, że nie zamierzam kolejny rok marnować się kolejny rok w moim małym miasteczku. Jadę do Wrocka tak czy owak. Popracuję rok, a potem ponownie postaram się dostać na studia.
W piątek mam urodziny. Mojej siostry nie będzie w domu, bo jedzie na parę dni do koleżanki, Dawid ma pracę, a znajomi... Jedna przyjaciółka pracuje, a reszta.... zobaczy się. Najwyżej spędzę ten dzień samotnie.
Starzeję się, a nic nie osiągam szczególnego w swoim życiu. NIC. Nie chcę tak dalej.
A tu macie trochę mojej twórczości.
Letnie słoneczne i gorące dni nadeszły, a ja żyję z dnia na dzień, zamiast planować dni jak przystało na maturzystkę która oblała maturę. No, tak, niestety. Zawaliłam sprawę, wstyd się przyznać. Oblałam matematykę. Byłam już w Poznaniu po wgląd do pracy, bo zabrakło mi 2 punktów. Niewiele znalazłam. Odwołałam się i poprosiłam o ponowne sprawdzenie mojej pracy, ale słabo to widzę.
Wszystko przez tą matematykę mi się posypało. Nie wiem czy zdążę jeszcze złożyć papiery na studia.
Znajomi po kolei dostają się na wymarzone studia, a ja stoję w miejscu. Tak jakbym już nie miała niczego osiągnąć. Każda wzmianka o studiach przyprawia mnie o ból głowy, serca, brzucha... całego ciała. Nie chcę słuchać czy komuś się udało, czy wynajmuje mieszkanie, czy akademik czy będzie mieszkał nadal z rodzicami i tylko dojeżdżał.
Stwierdziłam jednak, że nie zamierzam kolejny rok marnować się kolejny rok w moim małym miasteczku. Jadę do Wrocka tak czy owak. Popracuję rok, a potem ponownie postaram się dostać na studia.
W piątek mam urodziny. Mojej siostry nie będzie w domu, bo jedzie na parę dni do koleżanki, Dawid ma pracę, a znajomi... Jedna przyjaciółka pracuje, a reszta.... zobaczy się. Najwyżej spędzę ten dzień samotnie.
Starzeję się, a nic nie osiągam szczególnego w swoim życiu. NIC. Nie chcę tak dalej.
A tu macie trochę mojej twórczości.
sobota, 28 czerwca 2014
Holandia 2014
Przepraszam za nieobecność. Ostatni tydzień spędziłam w Holandii w Apeldoorn.
Razem z Dawidem i rodzicami pojechaliśmy w Boże Ciało do mojego brata. Rodzice z Kają zostali do końca weekendu, a my z Dawidem jeszcze do środy. Przez cały weekend z rodzicami zwiedzaliśmy różne zabytki, jakieś cmentarze, itp. Ale kiedy już pojechali bawiliśmy się jak młodzi ludzie...
Było bardzo fajnie, aż tęsknie za tymi chwilami...
Razem z Dawidem i rodzicami pojechaliśmy w Boże Ciało do mojego brata. Rodzice z Kają zostali do końca weekendu, a my z Dawidem jeszcze do środy. Przez cały weekend z rodzicami zwiedzaliśmy różne zabytki, jakieś cmentarze, itp. Ale kiedy już pojechali bawiliśmy się jak młodzi ludzie...
Było bardzo fajnie, aż tęsknie za tymi chwilami...
Subskrybuj:
Posty (Atom)